Parafia Matki Bożej Szkaplerznej w Warce Strona główna Kontakt
Porządek Mszy Św.
Niedziele i święta
7.00, 9.00, 10.30, 12.00, 18.00.


Dzień powszedni
7.00, 18.00.


Spowiedź
Pół godziny przed każdą Mszą św.

Foto galeria
Galeria
Licznik odwiedzin: 2325751

Matka Boża Warecka: Cuda

Cuda

Data dodania: 2018-05-14

ŚWIADECTWO PANI ELŻBIETY BARTOSIAK

 

Z ogromnym wzruszeniem wspominam dziesiątki lat życia rodziny zamieszkałej w Warce. Szczególnie bliski jest mi kościół pofranciszkański pw. Matki Bożej Szkaplerznej z cudownym Jej wizerunkiem, od której moi bliscy otrzymali wiele łask, a nawet cudownych uzdrowień. Za przyczyną Matki Bożej Wareckiej, do której zanoszono prośby i gorące modlitwy wróciły do zdrowia dwie siostry – moja mama Halina i jej starsza siostra Władysława.

Władysława (ur. 1901), mając 2 lata zachorowała na zapalenie opon mózgowych. Przez kilka dni miała bardzo wysoka temperaturę i była nieprzytomna. Sprowadzani najlepsi lekarze nie dawali najmniejszej nadziei na poprawę i przeżycie. Jeden z lekarzy przywieziony z Warszawy stwierdził, że nawet jeśli przeżyje to będzie niesprawna fizycznie i umysłowo. Rodzice małej Władzi tzn. Antonina i Jan Lubertowie gorąco codziennie się modlili przed obrazem M. B. Szkaplerznej. Ze łzami w oczach zawierzali zdrowie i życie dziecka. Ostatnia wizyta lekarza przywiezionego z Promny zakończyła się stwierdzeniem, że to już jest agonia. Powiedział – „nakryjcie dziecko i pozwólcie mu odejść w spokoju”. Zrozpaczona matka poszła zapłakana do kościoła i błagała Matkę Bożą Szkaplerzną o cud. Po czasie gorliwej modlitwy wróciła do domu, gdzie przy umierającym dziecku czuwał zapłakany ojciec. Podeszła do łóżeczka i pogładziła dziecko po głowie, gdy nagle Władzia otworzyła oczy i wyszeptała „mamo – pić”. Po kilku dniach dziecko wróciło do pełni zdrowia. Rodzice poszli z nią do kościoła i dziękowali Matce Najświętszej za cud. Dziecko rosło i rozwijało się bardzo dobrze. Pięknie się potrafiła modlić. Gdy chodziła z rodzicami do kościoła, to ludzie podziwiali, że takie małe dziecko potrafi się tak pięknie modlić, a ówczesny proboszcz ksiądz Marceli Ciemniewski powtarzał, że „mała musi bardzo kochać Boga i Matkę Najświętszą, bo dostała od nich wielki dar”. Kapłan często w czasie spotkań rozmawiał z małą Władzią.

Gdy Władzia miała 5 lat, oznajmiła, że pragnie tak jak wszyscy przyjmować Pana Jezusa do swego serduszka. Rodzice rozmawiali o tym z ks. Ciemniewskim. Po licznych spotkaniach ksiądz stwierdził, że jej wiara, miłość do Boga jest tak dojrzała, zarazem wielka, że nie widzi przeszkód by spełnić Jej pragnienie przyjmowania Komunii Świętej. Przygotowawszy Ja do tego wydarzenia pozwolił, by w wieku 6 lat przystąpiła do spowiedzi i Komunii Świętej. W pewną zwykłą niedzielę, ubrana w granatową sukieneczkę z białym kołnierzykiem poszła z rodzicami i siostrzyczką Halinką do kościoła i z rąk kapłana – księdza M. Ciemniewskiego przyjęła pierwszą Komunię Świętą.

Od tej chwili codziennie przyjmowała Ciało Pana Jezusa dziękując za otrzymane łaski przed obrazem M.B. Szkaplerznej. (…) Władysława przeżyła 86 lat. Całym swym życiem dawała przykład gorącej i ufnej wiary, którą przekazywała swym bliskim.

Ufna i pełna wiary powierzyła [również] Bogu i Matce Najświętszej zdrowie i życie swojej ukochanej siostry Haliny (mojej mamy), która jesienią 1929 roku zachorowała na nieuleczalną wówczas chorobę – gruźlicę.

Halina (ur. 1904) miała 25 lat, gdy zachorowała na gruźlicę. Choroba postępowała bardzo szybko wyniszczając organizm. Chora była coraz słabsza, nie mała siły wstać z łóżka, nie miała apetytu – ginęła w oczach. Miejscowi oraz sprowadzeni z Warszawy lekarze byli bezradni, nie dawali żadnej nadziei. Wiosną 1930 roku lekarze stwierdzili, że jak dożyje do następnej wiosny to cud.

Siostra Władysława poszła w sierpniu 1930 roku na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, by prosić Matkę Najświętszą (do której od początku choroby zanosiła modlitwy wraz z rodziną przed obrazem M.B. Szkaplerznej w Warce) o cud powrotu do zdrowia siostry. Trwając na modlitwie w kaplicy św. Antoniego na Jasnej Górze usłyszała głos „Twoja siostra będzie zdrowa”. Pełna wiary i nadziei wróciła i przekazała tą wiadomość chorej, wręczając jej przywieziony z Częstochowy medalik szkaplerzny. Chora przyjęła ta wiadomość stwierdzeniem – „chcesz mnie pocieszyć, ale mnie już siły opuszczają”. Jednak rozpalona wiara i nadzieja zaowocowały.

Rodzice, rodzeństwo i znajomi chorej Haliny modlili się gorąco przed obrazem M.B. Szkaplerznej o zdrowie.

Zimą 1930/31 roku nadzieje gasły, lekarze mówili, że może dożyje do wiosny. Rodzice zaprosili do domu fotografa by zrobił zdjęcie gasnącej córce. Mając 27 lat chora ważyła 39 lat.

Przychodzący do mamusi (chorej) co tydzień kapłan z Panem Jezusem powtarzał – „módlmy się, wiara czyni cuda”. Tak też się stało. Wszyscy trawli w nieustającej modlitwie. Pewnego dnia siostra dziadka Jana Luberta – Bronisława Jatymowicz, której mąż Jan miał rodzinę w Grodzisku Mazowieckim przyszła z wiadomością, że w Grodzisku mieszka wspaniały lekarz leczący gruźlicę i inne choroby płuc – Mateusz Chełmoński (bratanek malarza Józefa Chełmońskiego). Mówiono, że pomógł już wielu osobom. Sprowadzono dr Chełmońskiego do chorej, który po zbadaniu i konsultacji z lekarzem opiekującym się powiedział – „stan jest bardzo ciężki, gruźlica zaawansowana, ale zrobię wszystko co w ludzkiej mocy by pomóc, a reszta w rękach Boga”. Przyjeżdżał do chorej kilka razy, zastosował nowe leczenie – leki, zioła, odżywianie odpowiednie i zaczęło się dziać coś niezwykłego. Z dnia na dzień w chorej budziło się życie, wracały siły, zaczęła mieć apetyt i przybywać na wadze – obudziły się nadzieje.

16 lipca 1932 roku pierwszy raz o własnych siłach poszła do kościoła M. B. Szkaplerznej (w odpust parafialny), by dziękować Matuchnie za wysłuchanie próśb i otrzymane łaski. Mieszkańcy Warki niedowierzali, ze chora powróciła do zdrowia (w tym czasie zmarło wiele młodych osób na tą nieuleczalną chorobę).

Moja mama Halina i Jej najbliżsi wiedzieli, że to modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej i silna wiara zdziałały cud. Ojciec chorej – Jan Lubert w dowód wdzięczności za wysłuchanie próśb zorganizował zbiórkę i założył oświetlenie (kolorowe lampki wokół obrazu Matki Bożej Szkaplerznej) zdobiące cudowny obraz. Pełna sił, zdrowa pojechała 15 sierpnia 1933 roku wraz z siostrą Władysławą do Częstochowy by podziękować za otrzymane łaski i wysłuchanie próśb o powrót do zdrowia.

Po wyjściu za mąż zamieszkała w grodzisku Mazowieckim, gdzie wcześniej mieszkała Jej siostra Władysława.

Jeżdżąc często do Warki gorliwie modliła się przed obrazem Matki Bożej Szkaplerznej dziękując za cud uzdrowienia. Żyła 84 lata.



                                  Świadectwo Pani Barbary Tomczyk

 Urodziłam się w Warce, dnia 25.01.1950 r.

Jako 3-4 letnie dziecko zachorowałam na „koklusz ognisty”. Był to wirus, który w latach 50-tych atakował u dzieci płuca, bądź opony mózgowe. U mnie wywołał ostry, przewlekły koklusz, który w efekcie zakończył się ostrym zapaleniem płuc. Znalazłam się w szpitalu im. Dzieciątka Jezus w Warszawie, gdzie lekarze walczyli o moje życie. Po powrocie do domu – w niewielkim odstępie czasu – wirus ponownie się uaktywnił, więc wywołał znowu obustronne zapalenie płuc. Kiedy rodzice pojawili się w tym samym szpitalu lekarze stwierdzili, że przywieziono im „trupka”, ale ponowili walkę o życie małego pacjenta. Dawali rodzicom tylko 1% na przeżycie dziecka. Zakomunikowali również, że jeżeli dziecko przeżyje do następnego dnia rano – to jest realna nadzieja na jego uratowanie. Były to lata, kiedy antybiotyki nie były jeszcze stosowane. Rodzice jeszcze tego samego dnia po powrocie z Warszawy udali się do ks. Kanonika Szeronosa, ówczesnego proboszcza, aby odprawił Mszę Świętą w intencji ciężko chorego dziecka.

Warka w tym czasie miała dwa kościoły i jedną parafię p.w. św. Mikołaja. Obecny kościół p.w. Matki Bożej Szkaplerznej należał do tej parafii i popularnie nazywał się kościołem Ojców Franciszkanów. To właśnie w tym kościele, gdzie w ołtarzu głównym znajdowała się w obrazie Matka Boża Szkaplerzna, ks. Kanonik odprawił o godzinie 8:00 za mnie Mszę Świętą, rezygnując z własnej Mszy Świętej, którą miał odprawić za swoją matkę. Kiedy moja mama po odprawionej Mszy Świętej pojechała do warszawskiego szpitala były to już godziny popołudniowe, wyszła jej na spotkanie siostra zakonna (siostry wówczas posługiwały dzieciom w tym szpitalu). Siostra na widok mojej mamy wyciągnęła ręce i powiedziała: „Tomek” – tak mnie nazywano w szpitalu – został uratowany!.

Mama zapytała, kiedy nastąpiło przesilenie choroby?. Siostra powiedziała, że o godzinie 8:00, a więc w momencie rozpoczęcia Mszy Świętej. Był to akt Łaski ze strony Matki Najświętszej. Zostałam uratowana. Moi rodzice i dziadkowie byli całkowicie przekonani, że Matka Boża Szkaplerzna podarowali dziecku nowe życie. Jestem do dzisiejszego dnia Jej wierną czcicielką

 

ŚWIADECTWO KSIĘDZA JERZEGO SIKOROWSKIEGO,
        kapłana pochodzącego z Warki, wieloletniego kapelana szpitala w Grójcu

 

Ksiądz Jerzy Sikorowski, będąc kapelanem szpitala w Grójcu w 2011 r., rozmawiał z chorym pochodzącym z Suwałk, ale ożenionym w Białobrzegach. Po spowiedzi i Komunii Św., gdy okazało się, że kapłan jest z Warki, mężczyzna opowiedział, że był uczestnikiem ciężkich walk jakie toczyły się na Przyczółku Warecko-Magnuszewskim na przełomie 1943/1944 r. Opowiadał, że na wieżach kościoła, na skarpie, usadowili się żołnierze niemieccy, którzy zadawali duże straty wojsku polskiemu i radzieckiemu. Podjęto decyzję o zburzeniu kościoła. We wnętrzu kościoła i w jego piwnicach przebywali ludzie, którzy pragnęli uratować swoje życie. Kilkakrotna próba zniszczenia kościoła nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Sprowadzono ciężką artylerię i artylerzystę, który był mistrzem w strzelaniu z armat, a był nim rozmawiający z księdzem Sikorowskim. Po kilku wystrzałach kościół pozostał nietknięty. Postanowiono strzelić jeszcze raz i wtedy nastąpiła eksplozja ładunku zaraz po wystrzeleniu. Artylerzysta został ranny. Odstąpiono od dalszego bombardowania kościoła. Po skończeniu tego opowiadania chory zapytał co to za kościół i jaka siła go broniła, wtedy kapłan odpowiedział, że w tym kościele jest cudowny obraz Matki Bożej Szkaplerznej, przy którym modlili się ludzie. Ksiądz Jerzy Sikorowski w czasie tego cudownego ocalenia kościoła był w jego wnętrzu i modlił się wraz z innymi.

Rok 2017/2018 r. cudowne uzdrowienie Pani Honoraty Szczepanik - naszej parafianki

 

 

Wstecz
Kalendarz parafialny
E-informacje
Polecamy
Wirtualne zwiedzanie Cemantarz parafialny Polecamy
Parafia Matki Bożej Szkaplerznej w Warce

Parafia Matki Bożej Szkaplerznej
ul. Franciszkańska 22
05-660 Warka
Archidiecezja Warszawska
dekanat warecki
tel. 48 667-23-53

Polityka prywatności
 
wykonanie: E-parafia